foto1
foto1
foto1
foto1
foto1




Norbert Wójtowicz

CNOTLIWE ŻYCIE

NIE ZAWSZE STANOWI GWARANT WYWYŻSZENIA

 

Akwinata powiedział kiedyś, iż doskonałość zawsze wyprzedza niedoskonałość, albowiem konieczne jest, ażeby to, co doskonałe prowadziło ku doskonałości to, co doskonałe nie jest[1]. W swym życiu człowiek ciągle dąży do osiągnięcia ideału, do doskonałości. Krocząc tą drogą ludzie nieustannie potrzebują wzorów, gdyż sami są ułomni. Ułomni do tego stopnia, iż - jak w przypływie optymizmu twierdził Søren Kierkegaard - na złożenie jednego pełnego człowieka potrzeba dwóch.

Wzór do naśladowania stanowił zawsze dla chrześcijanina Bóg-Człowiek. Obok Niego równocześnie takim wzorem była postać Najświętszej Maryi Panny. Były to jednak wzorce bardzo wyidealizowane i często dalekie od rzeczywistości przeciętnego człowieka. Licznych przykładów do naśladowania dostarczali więc wzięci spośród nas, słabych i grzesznych, święci.

 

Co oznacza to określenie?

 

W Nowym Testamencie słowo "święty" określało wszystkich wiernych i dopiero w IV wieku nabiera obecnego znaczenia. Określeniem pierwotnym w stosunku do niego było "męczennik", czyli "świadek [prawdy]". Męczennicy uważani byli za kanonizowanych niejako automatycznie, za takich którzy osiągnęli zbawienie na oczach wszystkich[2]. Pierwsi pisarze kościelni starali się zacierać różnicę istniejącą pomiędzy męczeństwem krwi a męczeństwem życia. Bardzo szybko jednak nastąpiło rozgraniczenie na męczenników i wyznawców. Pod wpływem wiernych wykształciły się procedury związane z beatyfikacją Sług Bożych i kanonizacji błogosławionych.

W początkowym okresie o oddawaniu czci męczennikom decydowała gmina chrześcijańska z biskupem na czele. Rzymianie zasadniczo starali się nie rozciągać wymierzanej przez siebie kary "poza grób". Nie przeszkadzano więc wiernym w zabieraniu ciała męczennika i sprawiania mu godziwego pogrzebu. Zbieranie się u jego grobu i oddawanie mu czci przyczyniło się z czasem do wykształcenia kultu świętych Kościoła katolickiego.

Pierwsi wierni oddawali cześć męczennikom, zaś Kościół jedynie regulował istniejący już kult. Począwszy od IV wieku nie było to już pozostawione tylko i wyłącznie woli wyznawców. Zanim zdecydowano się na wpisanie kogoś do kalendarza liturgicznego zwracano wnikliwą uwagę na prawdziwość jego męczeństwa. Z tego okresu zachowały się jedynie pojedyncze wypowiedzi synodów dotyczące świętych, ich pochówku i oddawanej im czci. Dość szybko ulega to zmianie i już po kilkudziesięciu latach kanonizacja przechodzi całkowicie w ręce biskupów, arcybiskupów i synodów.

Pierwotnie ceremonia kanonizacyjna związana była z tzw. "translatio". Polegało to na uroczystym wznowieniu ceremonii pogrzebowej, podczas której ciało lokowano w miejscu stosownym do sprawowania liturgii. Przy postępującym wzroście centralizacji w Kościele biskupi coraz częściej w takich przypadkach zwracali się do papieża z prośbą o aprobatę. Utarło się bowiem przekonanie, iż "tego bez pozwolenia papieża... nie należało czynić"[3].

W 1170 roku, podpisując konstytucję "Andivimus", papież Aleksander III zarezerwował to prawo wyłącznie Stolicy Apostolskiej. Decyzja ta w związku z panującą już wówczas w Kościele praktyką została przyjęta z dużym zrozumieniem. Kardynał Ostii Enrico Segusio Hostiensis w swoim dziele "Summa aurea" pisał "Nikt nie może odbierać czci publicznej, dopóki ta cześć nie została przez papieża zatwierdzona; bywa bowiem, że nawet przez złych ludzi znaki mogą być czynione"[4]. W podobnym duchu wypowiadali się również inni wielcy kanoniści tego okresu.

Punkt ciężkości został więc w tym momencie przesunięty, z aktu przeniesienia ciała, na kanonizacyjny dekret papieża. Ceremonię przeniesienia zaczęto uważać za szczegół liturgiczny i nie przywiązywano do niej takiej wagi jak dotychczas.

 

Stanisław i jego męczeńska śmierć w źródłach historycznych

 

W sprawie biskupa Stanisława więcej dziś mamy domysłów, przypuszczeń i hipotez, aniżeli konkretnych faktów. Nie jest to zresztą problem dotyczący wyłącznie nas żyjących obecnie. Na brak źródeł narzekali już autorzy żyjący 150 lat po jego śmierci. Piszą o tym m.in. autor obu żywotów Stanisława oraz Jan Długosz[5].

Pierwszą autentyczną notatkę mówiącą o jego życiu zawiera Rocznik Kapituły Krakowskiej. Mówi on o tym, iż w 1071 roku "Sula cognominatus Lambertus episcopus Cracoviensis obiit", a w następnym roku „Stanyzlaus succedit"[6]. Podobną informację podaje, będący zazwyczaj wypełnieniem luk Rocznika Kapituły, pochodzący z XIII wieku Rocznik Krótki, w którym zanotowano "Lampertus obiit, cui sanctus Stanislaus successit"[7].

Co do daty męczeńskiej śmierci Stanisława źródła są zgodne i wyznaczają ją na rok 1079. Rocznik Krótki wspomina, iż "beatus Stanislaus martirizatus est"[8]. Równie skrótowo pisze o tym fakcie Rocznik Kamieniecki - "passus et sanctus Stanizlaus episcopus Cracoviensis"[9]. Rocznik Kapituły Krakowskiej wspomina o tym jak to biskup w szatach pontyfikalnych został zamordowany podczas odprawiania Mszy w kościele na Skałce[10]. Podobne wzmianki zamieszczone zostały w Rocznikach Trzaski "sanctus Stanislaus [...] martirizaur, episcopus Cracovie"[11] i Roczniku Krakowskim "Stanislaus episcopus Cracoviensis martirizatur"[12]. Obok licznych zapisków rocznikarskich wydarzenie to opisywane jest w dziełach kronikarzy[13].

 

Przygotowania i proces kanonizacyjny

 

W czasach współczesnych śmierci biskupa Stanisława kanonizacja świętych mogła być przeprowadzana dwoma różnymi sposobami. Obok wydania przez Stolicę Apostolską bulli kanonizacyjnej nadal jeszcze rozpowszechnione było przeniesienie. Jak postąpiono w tym przypadku?

Rocznik Krótki pod datą 1088 podał wzmiankę o tym, że ciało biskupa Stanisława z szacunkiem "Lambertus episcopuset canonici Cracovienses transtulerunt ad ecclesiam maiorem cum debila reverencia de Rupella et de ecclesia protunc sancti Michaelis"[14]. Obszerniejszy zazwyczaj Rocznik Kapituły Krakowskiej zupełnie o tym nie wspomina.

W kronice Kadłubka wydarzenie to opisane zostało w sposób niezwykle lapidarny - "unde usque translationis diem, cuius causam ipse non ignoras, iugis dictarum splendor lampadum non desiit"[15]. Obraz ten rozwijany jest następnie w obu żywotach i u Jana Długosza[16].

W 1088 roku zwłoki biskupa zostały po raz pierwszy przeniesione. Czyżby więc już wtedy dokonano kanonizacji poprzez "translatio"?

Translacje przeprowadzane były w celu wystawienia relikwii świętego na ołtarzu, gdzie odprawiano Mszę. Opisy zamieszczone w źródłach pozwalają wnioskować, że przeniesienie Stanisława nie miało takiego charakteru. Prawdopodobnie ani Lambert II, ani towarzyszący mu kanonicy nie myśleli o wystawieniu relikwii do publicznej czci. Należy raczej sądzić, że chodziło im jedynie o sprawienie godziwego pogrzebu należnego biskupowi.

Długosz wyrażał głębokie przekonanie, że kanonizacja Stanisława mogła nastąpić bezpośrednio po jego śmierci[17]. Dlaczego więc do tego nie doszło? Co stanęło na przeszkodzie takiemu posunięciu?

Odpowiedź na te pytania w pierwszej chwili może wydać się dziwna. Prawdopodobnie podstawową przeszkodę stanowił tu opór i niechęć ówczesnych hierarchów. Wynikał on stąd, że mianowani przez księcia biskupi odczuwali w związku z tym pewną wdzięczność w stosunku do władcy. Profesor Józef Umiński mógł więc śmiało wysunąć tezę, że nie tylko arcybiskupem gnieźnieńskim, lecz "jak się zdaje i innymi biskupami posługiwał się albo musiał się posługiwać Bolesław, szczególnie zaś tymi, których kreował razem ze wskrzeszeniem arcybiskupstwa"[18]. Autor powołując się na zamieszczony w MPH przypis odwołujący się do pracy Bartosza Paprockiego argumentuje swoje twierdzenie tym, że "o jednym z nich, Marku, który został biskupem płockim z chwilą powołania do życia tego biskupstwa [tj. w 1067 roku] mamy pewne - co prawda nie wiemy na ile uzasadnione echa - że był po stronie królewskiej w czasie zabicia Św.Stanisława"[19].

Taka postawa biskupów z pewnością nie ułatwiała załatwienia sprawy, która była niezgodna z interesami dworu. Tak dalece niewygodną dla wszystkich kwestię dość chętnie postarano się puścić w niepamięć.

Sprawą kanonizacji Stanisława zajęto się dopiero pod naciskiem związanym z rozgłosem o jego świętości i cudach. Rozpowszechnianie się prywatnego kultu i interwencja wiernych doprowadziły do przeniesienia przez biskupa Prandotę Białoczowskiego w 1243(5) roku ciała męczennika[20]. Wydobyte z grobu pod ziemią szczątki obmyte zostały wtedy wodą i winem, a następnie umieszczono je w stojącym na posadzce katedry sarkofagu. Akt ten stanowił początek mającego w przyszłości nastąpić procesu kanonizacyjnego, którymi głównymi propagatorami byli wspomniany już bp. krakowski Prandota i Trojan, kustosz a następnie kantor katedralny[21]. W związku z powstałą wtedy myślą o jego wszczęciu powołano komisję mającą zająć się zbadaniem cudów i spisaniem żywotu. Starała się ona stwierdzić i odnotować istnienie rozgłosu o świętości, cudach i śmierci męczeńskiej Stanisława.

Wstępne dociekania trwały 3(5) lat i już w 1248 roku wysłano postulatorów do rezydującego w Lyonie papieża. Prośby duchowieństwa zostały żarliwie poparte przez Bolesława Wstydliwego. Zarówno książę, jak i jego małżonka, zabiegając o kanonizację dokonali wielu nadań dla katedry "ob gloriam et reverntiam S.Stanislai"[22]. Do sprawy tej przywiązywano tak wielką wagę gdyż "zarówno dla kościoła polskiego, jak i dla władzy świeckiej godną była gorliwych zabiegów, a nawet ofiar. Istotnie też, chociaż sprawa ciągnęła się dosyć długo, starań nie zaprzestano, owszem gorliwość zdwajano: wszystko zależało teraz od decyzji kurji"[23].

Wniosek złożony w Kurii, w związku z trudna w tym okresie sytuacją Polski, w bardzo szybkim tempie rozpatrzono pozytywnie. Zaistniała kanonizacja stanowiła bowiem "beati Stanislai pontificis Cracoviensis gloriosa merita Polonorum genti in earum cladium et afflictionum, quibus et a Thartaris et a civilibus bellis attrita est"[24].

W 1250 roku w Krakowie rozpoczął działalność powołany przez papieża trybunał, mający na celu stwierdzenie świętości życia i cudów biskupa Stanisława. Do udziału w nim oddelegowani zostali: arcybiskup gnieźnieński Pełka, biskup wrocławski Tomasz oraz opat lubiąski Henryk.

Po dokonaniu dochodzenia wysłano delegację do Kurii przebywającej tym razem w Perugii. Wspominał o tym Rocznik Kapituły Krakowskiej, umieszczając pod rokiem 1251 wzmiankę, że "magister Jacobus doctor decretorum et magister Gerardus canonici Cracovien-ses cum Predicatoribus et Minoribus pro canonizacione beati Stanyzlai certi nuncii et procuratores eiusaem negocii ad Romanum curiam destinantur"[25]. Mówiąc o ich misji papież stwierdzał: "ipsisque in negotio huiusmodi procedentibus et rescribentibus Nobis, Nos fidem adhibeamus, ut convenit, propositi eorundem"[26].

Ponieważ również Rada Kardynałów wypowiedziała się pozytywnie w sprawie poparcia kanonizacji, w 1252 roku wysłano do Krakowa minorytę Jakuba z Velletri. Celem misji drugiego komisarza było powtórzenie poprzednich dochodzeń, gdyż "in tanto negotio est gravitate et maturitate praevia procedendum"[27].

Trwająca około pół roku praca inkwizytora dała pomyślne rezultaty, toteż pod rokiem 1253 Długosz zanotował m.in.: "Secundario examine super vita, causa et ordine martyrii, et magnificis ac famosis miraculis, allisque omnibus , quae ad consummationem canonisationis viri beati Stanislai Cracoviensis episcopi conducere videbatur, rite et iuste expeditis, priores nuntii, Magister Iacobus de Skarzeszow decanus et Magister Gostwinus canonicus, per Prandotham episcopum et Capitulum Cracoviense, ad Summum Pontificem Innocenlium quartum iam ex Gallus egressum et in Italia consistentem, suis et totius cleri diocesis Cracoviensis sumptibus, qui negotio ipsi sufficerent, abunde provisi, tertio revertuntur"[28].

Sprawa, która dotąd rozwijała się niezwykle pomyślnie, w swej ostatniej fazie napotkała na zdecydowany sprzeciw. Opozycjonistą w sprawie kanonizacji Stanisława był dziekan korpusu kardynalskiego kardynał Ostii Reginald. Jego zastrzeżenia dotyczyły śladowości cudów z lat 1080-1230, gdyż cuda potrzebne do kanonizacji winny być częste i dokonywane przez dłuższy okres czasu. Jak mówił o tym Innocenty IV „nie wystarcza jeden ale muszą być ciągle i w większej ilości"[29].

Sprzeciw ten okazał się na tyle silny, że protektor kanonizacji i jej referent Jan Kajetan Orsini powiedział, iż Stanisław potrzebuje jeszcze jednego cudu „aby w ten sposób niedowierzających jego cudom i różniących się przekonać cudem i do zgody nakłonić"[30].

Ksiądz Lisowski pisze w swojej pracy "naznaczyć należy, że kanonizacja Św. Stanisława z punktu widzenia prawnego, nie należała do jakichś wyjątkowych kanonizacji"[31]. Prawdą jest, że wywodzi się ona z wcześniejszych i na niej wzorowane były wszystkie przyszłe. Należy jednak podkreślić, że z "NIE" kardynała Ostii narodził się nowy precedens. Doprowadził on do stworzenia w późniejszym czasie urzędu promotora generalnego wiary. Od tej pory każdorazowo w procesach o beatyfikację występował "advocatus diaboli", który z mocy swego urzędu zgłaszał zarzuty i zastrzeżenia.

Kiedy na skutek cudownego uzdrowienia za sprawą Stanisława, określonego jako "evidens miraculum"[32], usunięto ostatnią przeszkodę, kardynałowie doszli do jednomyślności. Po przeprowadzonych w niewielkim gronie naradach, na sekretnym konsystorzu papież wyraził wolę o kanonizacji. Decyzję swoją podał następnie do publicznej wiadomości na konsystorzu publicznym. Wyznaczył wtedy datę uroczystości na dzień Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, tj. 8 września 1253 roku. Ustalone zostało również miejsce ceremonii, którym miała być niedawno konsekrowana bazylika Św. Franciszka w Asyżu.

Zaznaczyć tu należy, że niespotykana dotychczas kanonizacja w bazylice stworzyła drugi już w tym procesie precedens. Począwszy od tego momentu nastąpiło wprowadzenie do liturgii wyznaczenia świątyni jako miejsca do kanonizacji świętych.

Przekazy ukazują nam uroczystość kanonizacyjną jako ceremonię niezwykle imponującą. W oznaczonym dniu do ozdobionej kwiatami i dywanami oraz oświetlonej tysiącami świec świątyni wkroczył w otoczeniu dworu papież we wspaniałych szatach liturgicznych. W trakcie, gdy on zapoznawał zebranych z życiem i cudami biskupa Stanisława pod sklepieniem bazyliki ukazał się wizerunek męczennika na purpurowym tle. Po przedstawieniu żywotu papież wygłosił formułę kanonizacyjną. Następnie odśpiewał z całym zgromadzonym ludem "Te Deum" i odmówił modlitwę do Św. Stanisława, zaczerpniętą od Tomasza Kantuaryjskiego. Po Mszy, w trakcie której Polacy obdzielali wszystkich obecnych świecami, papież Innocenty IV udzielił licznych odpustów.

Wcześniej wspomniane zostały już dwa precedensy związane z tym procesem. Zauważyć należy tu trzeci nowy element, jakim jest zwyczaj związany z obecnością na uroczystościach portretu świętego. Od tego bowiem momentu w procesji papieży wkraczających do świątyni w celu przeprowadzenia kanonizacji zawsze niesiony jest wizerunek wynoszonego na ołtarze.

Przeprowadzona kanonizacja biskupa Stanisława miała dla polskich stosunków w przyszłości znaczenie którego nie sposób przecenić. Pisząc o tym fakcie Marian Witold Łodyński podkreślał w swej pracy, iż "moralnie zespolił on duchowieństwo, ugloryfikował jego ideał walki o prawa kościoła z władzą państwową, dal mu patrona a zarazem wzór samopoświęcenia do naśladowania, podniósł je też w wierze, w autorytecie swoim tak w opinii własnej, jak i w opinii publicznej"[33]. Czy jednak rzeczywiście można tak stanowczo mówić o zjednoczeniu się duchowieństwa na przyszłość?

Stanisław został kanonizowany jako święty męczennik. Można w tym miejscu pozwolić sobie na chwilę refleksji i zastanowić się: Czy istotnie był on męczennikiem? Najpierw jednak należałoby spróbować uściślić co tak naprawdę oznacza to określenie?

Biskup Zygmunt Kamiński pisał: „Męczeństwo jest wielką próbą człowieka i jego godności w obliczu samego Boga. Męczennicy głoszą moc zmartwychwstania, zmniejszają proporcje życia i śmierci, klęski i zwycięstwa, poniżenia i wywyższenia. W tak trudnej próbie życiowej odnoszą zwycięstwo dzięki pomocy Boga. Ich zwycięstwem jest heroiczna miłość Boga i człowieka, która wznosi się ponad nienawiść prześladowców"[34]. Ta piękna skądinąd definicja nie zbliżyła nas jednak ani trochę do odpowiedzi na pytanie o prawdziwość męczeństwa Stanisława. Znacznie więcej daje nam wypowiedź Benedykta XIV, który powołując się na tradycję i przekonania dawnego Kościoła, pisał o męczeństwie, iż aby zasługiwało na świętość musi spełniać pewne określone kryteria:
Musi istnieć prześladowca zadający śmierć;
Prześladowca musi motywować swój czyn nienawiścią do wiary lub praw i obowiązków z nią związanych;
Prześladowany nie może do tego czynu bezmyślnie prowokować;
Nie sam fakt śmierci, lecz dopiero jej chwalebna przyczyna czyni z człowieka męczennika[35].

W przypadku biskupa Stanisława wszystkie te cztery kryteria zostały spełnione. Świętość życia i męczeńska śmierć w obronie zasad moralności chrześcijańskiej przyczyniły się do wyniesienia go na ołtarze. Podkreślić tu należy zwłaszcza świętość życia, gdyż "został męczennikiem bo był świętym - nie dlatego zaś został świętym, że był męczennikiem"[36].

 

Czy wobec tego musiało dojść do kanonizacji?

 

Często patrząc na jakieś wydarzenie z perspektywy czasu wydajemy opinię, stwierdzając kategorycznie: "To się musiało tak skończyć, nie mogło być inaczej". W takich momentach zapominamy o tym co zauważył już żyjący w I wieku chiński filozof Wang Cz’ung pisząc: "Może ktoś odznaczać się znakomitymi talentami i wieść życie uczciwe, ale to jeszcze nie daje gwarancji że zostanie szlachcicem i będzie wywyższony"[37].

Czy więc rzeczywiście w tym wypadku jest to aż tak oczywiste? Aby udzielić odpowiedzi na to pytanie należałoby spojrzeć na próby innych procesów kanonizacyjnych z tego okresu.

W 1156 roku na czele diecezji płockiej stanął, konsekrowany według tradycji przez arcybiskupa Janika w rezydencji w Łowiczu, biskup Werner. Najstarsze źródła podkreślały bardzo dobitnie jego ogromną troskę o dobro diecezji i katedry, oraz o rozwój instytucji kościelnych i krzewienie chrześcijaństwa.

W 1161 roku Werner uczestniczył w niezwykle ważnym dla Kościoła polskiego wydarzeniu, jaki stanowił zwołany przez Bolesława Kędzierzawego w Łęczycy zjazd książąt, episkopatu i możnych.

W celu zapobieżenia interwencji niemieckiej w obronie Władysława Wygnańca w latach 1165-1166 został wysłany do Akwizgranu z poselstwem do Fryderyka Barbarossy. W czasie pobytu w Niemczech Werner zyskał sympatię cesarza opowiadając się po stronie popieranego przez niego antypapieża Paschalisa III.

Wracając do Polski, Werner obdarowany został relikwiami dwóch monarchów: Św. Henryka II cesarza i Św. Zygmunta króla. W kraju Słowian serbo-łużyckich, gdzieś na granicy Łużyc lub Milska, zdecydował się na ufundowanie kościoła pod wezwaniem tychże świętych. Możliwe jest, iż tam właśnie zostawił relikwie Henryka II, którego kult byłby w Polsce nie do przyjęcia. Relikwie Zygmunta natomiast przywiózł do Płocka, gdzie w latach 1166-1172 katedra otrzymała drugi tytuł, zaś miasto patrona.

Dbając o rozwój życia zakonnego, w kolegiacie Najświętszej Maryi Panny w Płocku osadził Werner konwent benedyktyński z opatem Bertoldem na czele. Tradycja mówi również, że założonemu jeszcze w pierwszej połowie XII wieku opactwu Św. Wojciecha nadał wsie Szczepankowo oraz Wszerzecz nad Łomżą. W oparciu o te zgromadzenia starał się następnie prowadzić szeroko zakrojoną akcję misyjną w Prusach.

W swych poczynaniach Werner zawsze miał na celu dobro Kościoła. Kiedy kasztelan Wizny Bolesta zagarnął należącą do katedry wieś Szarsko[38] wywołało to jego ostry sprzeciw. W następstwie sporu z polecenia kasztelana jego brat Benesz na czele oddziału Prusów dokonał zabójstwa biskupa 5 lutego 1172 roku[39].

Połowa XIII wieku to okres, gdy w Małopolsce starano się o kanonizację Stanisława, zaś w Wielkopolsce odradzał się kult Wojciecha. W tych okolicznościach również duchowieństwo mazowieckie zaczęło odczuwać potrzebę własnego biskupa-patrona. Od 1245 roku, za sprawą nowego dziekana kapituły płockiej Jana nastąpiło w Płocku gwałtowne nasilenie kultu zamordowanego biskupa[40].

Prowadzona przez niego akcja zmierzała do wszczęcia starań o oficjalny proces kanonizacyjny. Mimo rozwoju tego kultu w chwili obecnej nie ma żadnych, choćby najmniejszych wzmianek o podjęciu u papieża jakichkolwiek starań w tej sprawie.

Wyjaśnienie tego wydaje się być stosunkowo proste. Zaniesienie do Stolicy Apostolskiej prośby o kanonizację zależało w tym okresie od dobrej woli miejscowego biskupa, zaś ten bywał często posłusznym nominatem panującego. W grę wchodził tu więc ten sam czynnik, który spowodował opóźnienie w przypadku kanonizacji Św. Stanisława. Tutaj jednak okazał się on znacznie skuteczniejszy. Najbardziej prawdopodobne wydaje się założenie, że na przeszkodzie stanęła tu niechętna postawa książąt obawiających się wzrostu znaczenia kleru.

Nowy kult starał się rozpropagować, obeznany z dziejami mazowieckimi, były kanclerz Konrada Mazowieckiego. Był on jedynym hagiografem tego faktu, tym niemniej jego działalność dała całkiem wymierne efekty. Rozwijający się regionalnie nieoficjalny kult okazał się niezwykle żywotny i przetrwał całe średniowiecze. Postać biskupa Wernera wzmiankowana jest jeszcze w wydawanych od początku XVII wieku katalogach świętych i świątobliwych Polaków[41].

Ksiądz Lisowski pisał, iż Stanisław "w swym życiu, postępowaniu i śmierci spełnił wszystkie warunki jakie Kościół stawia tym których na ołtarze wynosi"[42]. Patrząc na przekazany nam przez hagiografa żywot biskupa Wernera można by zastanowić się, czy również do niego nie dałoby się odnieść tych samych słów. Wszakże widzimy tam obraz człowieka niezwykle bogobojnego i prowadzącego życie pełne umartwienia.

Nie sposób dzisiaj powiedzieć, na ile wiarygodne są przekazy mówiące o biczowaniu, nieustannych modlitwach, jałmużnach oraz opiece nad biednymi i uciśnionymi. Jeżeli jednak tak było w istocie, to dlaczego w tym przypadku nie doszło do procesu?

Snucie rozmaitych domysłów, wysuwanie hipotez i ich obrona to zadanie żmudne i długotrwałe. Praca niniejsza nie będzie poruszać tego problemu, gdyż "fakt świętości jest rzeczywistością, która wymyka się spod sądów historyka, który w żadnym wypadku nie może wkraczać w zakres kompetencji wiary"[43].

 

Przypisy:

[1] S.Th. 3,q.l,art.V, ad.3.

[2] Źródło takiego ujęcia sprawy odszukać można w pismach Nowego Testamentu; cfr. Ap 6.9.

[3] J.Lisowski, Kanonizacja Św. Stanisława w świetle procedury kanonizacyjnej Kościoła dzisiaj i dawniej, Rzym 1953. s.99.

[4] Ibidem, s.l16.

[5] Monumenta Poloniae Historica (dalej MPH) IV, s.253; MPH IV, s.390; J.Długosz, Vita S. Stanislai, [w:] Opera Omnia. vol.l. Cracoviae 1887. s.7.

[6] MPH II. s.795.

[7] Ibidem.

[8] Ibidem.

[9] Ibidem, s.778.

[10] Ibidem, s.795.

[11] Ibidem, s.831.

[12] Ibidem.

[13] Kronika Galla. ks.I. rozdz.27 - MPH 1. s.422; Kronika Kadłubka. ks.II, rozdz.20 - MPH 11, s.296.

[14] MPH I, s.796.

[15] MPH II, s.297.

[16] MPH IV, s.282; MPH IV, s.392-394; J.Długosz, Vita..., s.95-98.

[17] J.Długosz, Vita..., s.94.

[18] J.Umiński, W. sprawie zatargu Św. Stanisława z Bolesławem Szczodrym, "Przegląd Historyczny", t.37(1948), s.152.

[19] Ibidem; cfr. MPH II, s.129, przypis 1.

[20] Data trudna do ustalenia w sposób jednoznaczny. W artykule VIII "Miracula Sancti Stanislai" jest mowa o tym, iż od czasu "quo ossa sancti Stanislai de terra eleuabatur", minął już siódmy rok. Nie jest jasne czy stanowi to odniesienie do tekstu komisarzy z 1250 roku (w tym przypadku przeniesienie zwłok mogłoby mieć miejsce w 1243 roku), czy też są to słowa Jakuba z Veletri (wówczas wydarzenie to miałoby miejsce w 1245 roku).

[21] O ich roli świadczą wzmianki zamieszczone w artykułach XXVII i XXXV "Miracula Sancti Stanislai"; cfr. MPH IV, s.305, 311.

[22] T.Kruszyński, Cześć Św. Stanisława i jej rozszerzenie na Śląsku, "Polonia Sacra. Kwartalnik Teologiczny", R.2(1949), z.l,s.64.

[23] M.W.Łodyński, Uzależnienie Polski od papiestwa a kanonizacja Św. Stanisława. Warszawa, Nakładem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, 1918, s.36.

[24] J.Długosz, Historiae Polonicae Libri XII, [w:] Opera Omnia, vol.ll, t.II, 1.7, s.321.

[25] MPH II, s.805.

[26] J.Długosz. Historiae.... s.322.

[27] Ibidem.

[28] Ibidem, s.333.

[29] J.Lisowski, o.c, s.121.

[30] List kardynała Gaetani’ego do Kapituły Krakowskiej o cudownym uzdrowieniu kardynała Ostii jako znaku na korzyść Św. Stanisława, [w:] J.Lisowski, o.c, s.220.

[31] J.Lisowski, o.c, s. 17.

[32] Uzdrowienie kardynała Ostii; MPH IV, s.436.

[33] M.W. Łodyński, Uzależnienie Polski od papiestwa a kanonizacja Św. Stanisława, Warszawa 1918, s.41-42.

[34] Arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski /1908-1941/. W pięćdziesiątą rocznicę męczeńskiej śmierci. Praca zbiorowa pod redakcją bpa Andrzeja Suskiego, ks. Wojciecha Góralskiego i ks. Tadeusza Żebrowskiego, Płock 1991, s.5.

[35] J.Lisowski, o.c, s. 146.

[36] Ibidem, s.208.

[37] Aforyzmy chińskie. Wybrał, przełożył i wstępem opatrzył J.M.Kunstler, Warszawa 1977, s.86.

[38] Miejscowość dzisiaj nieznana, u Długosza występuje pod nazwą Karsko; J.Długosz, Historiae..., s.77-79.

[39] Rok śmierci biskupa Wernera nie jest dokładnie znany. Jeszcze w 1165 roku uczestniczył on w poselstwie do cesarza Fryderyka. Zgodnie z kroniką Wincentego Kadłubka w 1177 roku diecezją płocką rządził już biskup Lupus. Prawdopodobnie Werner zginął w 1172 roku, albowiem książę Bolesław, który ukarał kasztelana Bolestę, zmarł w 1173 roku.

[40] "Et quia lux vera, que illuminat, omnem hominem venientem in hunc mundum, famulisui merita sue pietatis magnaliis dignatus est et dignatur misericor-diter et mirabiliter illuminare, dignum est, ut servus non tacet, quod Dominus suis mirabilibuspredicat et declarat. Itaque cum decanus antedictus, observans, ne sepulcrum ipsius calcaretur"; MPH IV, s.752.

[41] Na sześć katalogów, wykorzystanych w zestawieniu O. Romualda Gustawa, biskup Werner zamieszczony jest we wszystkich sześciu, z czego w pięciu przypadkach autorzy określają go tytułem "błogosławiony"; Hagiografia polska. Słownik bio-bibliograficzny. Praca zbiorowa pod redakcją O. Romualda Gustawa OFM, LII, Poznań 1972, s.720.

[42] J.Lisowski, o.c, s.129.

[43] Ibidem.

 

Źródło: Norbert Wójtowicz, Cnotliwe życie nie zawsze stanowi gwarant wywyższenia, „Szewska Pasja”, nr 2-3 (10-11), R. 2(1997), s.10-15.